poniedziałek, 24 lutego 2014

Zostawiam.

Wizyta w Polsce była szybka i intensywna, zresztą jak zawsze. Lubię czuć to zmęczenie w mięśniach, przyspieszony oddech, mrowienie w dłoniach. Każdy dzień obfitował w spotkania i w załatwianie spraw ważnych i jeszcze ważniejszych. Starzy przyjaciele okazali się zupełnie nowymi,a ci nowi - jakże dobrze poznanymi.
Pod odpadającym tynkiem z budynków  PRL-u kryje sie bowiem tak dużo emocji, że jeden blok mógłby obdarować całe Crowborough.  

Chciałabym móc wejrzeć w te wszystkie serca i wylać na nie garnek miodu. Ja jednak ich zlepić nie mogę, mogę tylko przytulić. Starać się zrozumieć. Czasem po ludzku nie ogarniam sytuacji, nie czuję kontekstu.
Odnalazłam jednak spokój, mój prywatny , nie dotknięty żadną aferą. Nie skorzystam z funkcji pijawki, wciąż wolę być termostatem. 
Stale dźwieczą mi w uszach słowa "zostaw to mi". Zostawiam. Z całą świadomością.


wtorek, 14 stycznia 2014

Dzielenie się niech nam wejdzie w nawyk.

Pracuję w ogranizacji humanitarnej od 3 lat. Pomagamy ludziom z 16 krajów świata, na moim biurku mam listy od dzieci z 6 państw. Są pełne ciepła i radości, nie dlatego, że jest dobrze, ale dlatego, że ktoś dał tym dzieciakom nadzieję. 

Kultura dawania w Anglii sięga kilka wieków wstecz. Chociaż nie wszyscy są tu chrześcijanami, to ich tradycja jest głęboko zakorzeniona w wartościach stricte chrześcijańskich. Dzielenie się z innymi jest tutaj tak oczywiste jak płacenie rachunków za czynsz i wnoszenie opłaty  za ubezpieczenie samochodu. Nie wynika to z bogactwa, ale z postawy serca. Wiem to na pewno. Nie raz byłam zaskoczona jak bardzo ludzie potrafią się dzielić i nie widzą w tym problemu. Dzieci od przedszkola nauczone są wspierać innych. Organizowany jest dzień przebierańców dla chorych, dzień uśmiechu dla starszych, dzień wsparcia dla bezdomnych. Każda szkoła jest połączona z placówką w biednym kraju, dzieciaki zbierają dla swoich kolegów książki, ołówki, pieniądze. Nie wynika to z bogactwa, ale z NASTAWIENIA. Oddanie własnego ołówka koledze z Bangladeszu czy Burundi nie wymaga bowiem posiadania wielkiego majątku. Zamiast paczki czipsów, która kosztuje  funta można dziecku w Ugandzie kupić pierwszą książkę i być może jedyną jaką będzie miał. Ta umiejętność dzielenia towarzyszy potem Anglikom przez całe życie, ten kto się dzieli nie jest kims wyjatkowym, jest to normalne i zwyczajne. I tak powinno być.

Dlaczego o tym piszę? Bo od kilku dni obserwuję dziwną nagonkę na pana Jurka Owsiaka. Polacy, od 22 lat robią coś cudownego: otwierają się na dawanie. Nie ważne jaką to dawanie ma formę: Szlachetna Paczka, SięPomaga, PAH, fundacja Budzik. Nie ważne. Ważne, że uczymy się DZIELIĆ.

Mój syn w wieku 2 tygodni był w szpitalu. Każdy sprzęt, każda waga, każdy inkubator i lampa były zakupione przez WOŚP. Pana Owsiaka obwinia się, że 100% zebranych pieniędzy nie idzie na cel dobroczynny. Każda organizacja musi pobierać procent by istnieć. Na stronie WOŚP można przeczytwać sprawozdanie finansowe, z którego wynika, że WOŚP aż 92% przekazuje na cel charytatywny. To naprawdę bardzo dużo.

Nie bronię tylko WOŚP ani Jurka Owsiaka, nie znam człowieka. Bronię każdej, absolutnie każdej inicjatywy, która pomaga drugiemu człowiekowi.  Dawajmy, dzielmy się, czym mamy. Jeśli chcemy być zgodni z Kościołem, a jeszcze bardziej zgodni z Bożą wolą pamiętajmy, że największym przykazaniem jest MIŁOŚĆ. I świat będzie naprawdę piękny, jeśli zamiast nienawidzić będziemy się wzajemnie szanować i chociaż próbować zrozumieć. A jeśli już naprawdę nie chcemy wspierać WOŚP, po prostu nie róbmy tego, ale pomóżmy inaczej: sami zorganizujmy zbiórkę pieniędzy dla chorych, ubrań dla biednych, jedzenia dla głodnych.

Pomaganie niech nam wejdzie w nawyk, a dawanie i dzielenie się niech będzie tak naturalne jak kupno gazety w kiosku.









piątek, 3 stycznia 2014

Katharsis

Zostań ze mną wietrze północny.  Zostań poranna roso. Zostań mieście ze złota. Przytul mnie swoim ramieniem, wypuść ptaki z trzewi. Strzeż mnie. Wejścia i wyjścia.  

Ze Słowa powstałam. Z nazwania powstałam. Kości i krew, myśli i serce. Ze Słowa zbudowane są moje płuca. Strzelistą katredrą jestem. Wieżą z drewna i błota. 

Z prochu powstałam.To co umarło wskrzesiłeś do życia.  Do Słowa powrócę, w pył się przemienię. Niewidzialny dramat zobaczył światło dzienne.  To co piękne brzydota spowiła, to co brzydkie zamieniłeś w złoto.



Ty, który wszystko przenikasz.
Omnia nuda et aperta sunt ante oculis Eius.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Gdyby

Gdyby spadł śnieg zapachniałoby igliwiem. Bez śniegu choinka nie pachnie.

Przenikam zaś piernikiem, imbirem i cynamonem. Wykrawam różne kształty: serca, gwiazdy i korzenne ludki. Ciasto jest miękkie, lepi się łatwo, miód zostaje na palcach, mąka na mojej bluzce. Wykrawam więcej serc, gwiazd i korzennych ludków. Wkładam gałązki do wazonu, zawieszam na nich plastry pomarańczy i namawiam syna, by zamknął oczy i marzył.

8 nocek zostało - mówi.  Zrobisz mi kakao z piankami?
Kubek parzy jego małe rączki. Kakao wypija powoli,  potem szepce do ucha dziękuję. Tak naprawdę to ja dziękuję jemu. Dziękuję Bogu. Że go mam.

Gdyby spadł śnieg roztopiłabym czekoladę w rondelku i włożyła ją pod zimową, miękką jak śmietna masę. Zastygłaby w kształcie moich myśli.  A potem połamałabym ją i podzieliła między domownikami jak kruchy opłatek.

Zamiast wypowiadanych życzeń popłynęłaby wdzięczność.

Hej, radio! Zaśpiewaj mi piosenkę!






wtorek, 15 października 2013

Gwiazda dnia

Po tygodniowej przerwie Oli wrócił wczoraj do szkoły.

Rebecca: Oli, tak za Tobą tęskniłam! Cały tydzień myślałam kiedy wrócisz.

Aron, Arthur,Angus i Luca rzucili mu się na szyję

A po lekcjach, gdy odbierałam Oliego, podszedł do mnie Cameron, największy łobuz w klasie i mówi:
Proszę pani ja się tak bałem, że Oli już z Polski nie wróci. Patrzyłem na puste krzesło w  i ciągle za nim tęskniłem. Bez niego było tak smutno w klasie. Jestem dzisiaj bardzo szczęśliwy, że już jest.

Oli powiedział, że był to najfajniejszy dzień w szkole jaki kiedykolwiek miał. Chyba był dzisiaj gwiazdą dnia.

W takim razie częściej musimy latać do Polski.


czwartek, 3 października 2013

Sofia 1999

O tym co znaczy prawdziwa przyjaźń po raz pierwszy przekonałam się w 1999 roku. Miałam wtedy 18 lat.  Razem  z moim kuzynem i jego trojgiem przyjaciół siedzieliśmy w centrum Sofii w Bułgarii. Graliśmy w karty, patrzyliśmy w niebo i wspinaliśmy się na pomnik człowieka z czasów komunizmu. Była noc, godzina pierwsza, może pierwsza trzydzieści. Gdy wracaliśmy do domu, oddalonego o 40 minut jazdy żółtym tramwajem, żadna komunikacja już nie działała. Wróciliśmy więc na pieszo. Po dwóch godzinach wędrówki byliśmy pod naszym blokiem.

Wtedy jeden z przyjaciół mojego kuzyna powiedział, że chyba zgubił telefon. Była może trzecia, a może trzecia trzydzieści. Wszyscy spojrzeli po sobie i nie mówiąc ani słowa, zawróciliśmy spod bloku i aż do centrum Sofii chodziliśmy ponad trzy godziny w poszukiwaniu zgubionego telefonu.

To  jest właśnie prawdziwa przyjaźń.


P.S Poszukiwanie telefonu w nocy okazuje się jednak niczym w porównaniu do tego co robią dziś dla mnie inni. 


wtorek, 1 października 2013

Moi.

Cudowni przyjaciele, zamykam w Was w liściach dębu. Układam z Was w kolaże i witraże. Patrzę na Was przez szybkę.
Za Wami wszystkimi tęsknię. Śnicie mi się w nocy, przychodzicie w dziennych marach. Rozmawiamy o wierszach, pocałunkach zielonych, białych rumieńcach. W modlitwy Was układam, rysuję w szkicowniku, piszę listy na wodzie.

Mam do Was szczęście, do tych starych przyjaciół i do tych całkiem nowych.